DFcgxxrXcAM0fGZ

Fot. Tour de France

Celnie tegoroczny Tour de France podsumowała sprytnym tytułem paryska „L”Equipe” – „Biały kolor jest prześliczny, żółty nieco wyblakły”. Coś mniej więcej w tym stylu cytował w „Radiu Praciaki” Krzysztof Wyrzykowski. Spodobało mi się, bo fajne tytuły w gazecie to w dawnych czasach, gdy nie decydowały kliknięcia, a inteligentny pomysł, były w pracy nad gazetą tematem bardzo istotnym. Rzecz odnosi się rzecz jasna do ekipy Sky, która w 104. „Wielkiej Pętli” jechała w białych koszulkach, a zwycięzca, Christopher Froome oczywiście w żółtej. Nie da się ukryć i sam czterokrotny już triumfator to potwierdza, że w tym roku sukces zawdzięcza wspaniałej drużynie. Sam dwie cegiełki dołożył w jeździe na czas, tej pierwszej i ostatniej. Michał Kwiatkowski i jego koledzy dowieźli patyczkowatego Brytyjczyka do zwycięstwa w futerale, jak mawiają kolarze. Jak wiemy, a niektórzy się dopiero przekonali, siła drużyny w kolarstwie zawodowym, w trzytygodniowych wyścigach jest nie do przecenienia. Sporo osób pyta się – jak to się dzieje? No to ja wówczas służę przykładem piłki nożnej, która jest bardziej przecież zrozumiała niż zawiłości taktyczne w kolarstwie. Froome, moja czy mój miły, jest bowiem takim Robertem Lewandowskim, którego zadaniem jest strzelać bramki. I on te dwa gole strzelił, w Duesseldorfie i Marsylii. Oczywiście kilka razy w tym kolarskim meczu przestrzelił, zmarnował „setki” podane mu przez Kwiatkowskiego, Nievego czy Henao. Sky, to taki Bayern czy raczej Barcelona lub Real Madryt. Solidni obrońcy Rowe i Knees, bystrzy pomocnicy Kirjenka, kontuzjowany Thomas (też strzelił bramkę), siejący zamieszanie w polu karnym Nieve i Henao, fałszywy skrzydłowy Landa oraz mózg drużyny, świetny rozgrywający Kwiatkowski. Tylko bramkarza w takiej ekipie nie trzeba. Kilku z nich mogłoby z powodzeniem wbijać gole ale drużyna i kierownictwo uznało, że tytuł króla strzelców należy się Froomeowi. Landa, mający swoje aspiracje, będzie pewnie „10” czy „9” w innej ekipie, bo z Sky jego zdaniem są celne wrzutki ze skrzydła. Michał Kwiatkowski pokazał, że świetnie rozdziela piłki, nie obcy mu jest drybling, technika i „czytanie gry”, więc na sto procent dostanie szansę (i już dostawał), by na innych boiskach grać na pozycji środkowego napastnika i zostać „goleadorem”. Jeśli już jesteśmy przy nomenklaturze futbolowej, to z satysfakcją odnotujmy udane dwa rajdy prawą i lewą stroną obrońcy innej drużyny, Macieja Bodnara. Raz mu się nie udało, bo przebiegnięciu z piłką całego boiska obrońcy z Quick Stepu wybili mu piłkę ofiarnym ślizgiem pod samą bramką. Druga szarża pod koniec meczu przyniosła pięknego gola, choć bliski zabrania „gały” był wszędobylski Michał Kwiatkowski. I „pojedźmy” jeszcze Dariuszem Szpakowskim. Mecz wygrała wprawdzie drużyna z Wysp, ale go głównych aktorów tego cudnego widowiska należeli Polacy. Byliśmy świadkami teatru marzeń, pardon, 104. edycji Tour de France.