be929e77189244f16d97d196c92a396aW kolarstwie każdy organizator wyścigu ustala sobie trasę jak chce. Płaci, czy raczej zbiera pieniądze, więc wymaga. Międzynarodowa Unia Kolarska nic do wyścigu nie ma. Tak z grubsza, bo pewne reguły UCI muszą być zachowane, ale to są drobiazgi. W kolarskim kalendarzu mam trzy wielkie, trzytygodniowe wyścigi. Jest Giro, jest Vuelta i jest, przede wszystkim, Tour de France. Od lat trwa rywalizacja pomiędzy wielkimi tourami, który lepszy, który trudniejszy, który ma lepszą obsadę, który ciekawszy… I w tej rywalizacji Włochy i Hiszpania są bez szans, choć ich dyrektorzy kombinują jak mogą, by przyciągnąć uwagę kibiców i telewidzów. „Wielka Pętla”, czy ktoś chce, czy nie, cieszy się największym prestiżem. To wyścig ponad wyścigami. W związku z tym obecna dyrekcja może sobie pozwolić na wiele eksperymentów. Pierwsze wyścigi dookoła przebiegały dokładnie dookoła tego kraju, niemal po konturze. Jeszcze niedawno wyznacznikiem opisu trasy wyścigu, był fakt, czy zgodnie z ruchem wskazówek zegara, czy akurat odwrotnie? Czy więc najpierw Alpy, czy Pireneje? Jeszcze jedno niepisane prawo organizatora mówi o tym, że może sobie układać trasę pod charakter odpowiednich kolarzy. Bo przecież wyścig jest produktem, który się sprzedaje. A najłatwiej i najdrożej sprzedać to, co podoba się klientom. Bywały więc wyścigi dedykowane poszczególnym zawodnikom, i pod nich była układana liczba i długość etapów jazdy na czas, czy charakter i trudność górskich podjazdów. O ile pod rządami Christiana Prudhomme’a tradycja zegarowa i dookoła przepadła kompletnie, to wariant „pod określonych kolarzy” funkcjonuje dalej. Prudhomme, 57-letni dziennikarz telewizyjny, zastąpił w 2007 roku Jean-Marie Leblanka, również byłego dziennikarza, jednak piszącego. I to widać. Dosłownie. Wyścig, taki wymóg czasu, jest dla telewizji, choć już niekoniecznie, co podkreśla mój przyjaciel Krzysztof Wyrzykowski, dla komentatorów, ale to już temat na inne opowiadanie. Daniel Marszałek, historyk i statystyk kolarski, uważa, że Prudhomme i spółka nie przestają poszukiwać najlepszej formuły wyścigu. Obecny dyrektor TDF powiedział kiedyś, że dla niego ideałem byłby wyścig z samymi etapami po średniej wielkości górach. Taka trasa, jego zdaniem, byłaby najciekawsza, najbardziej otwarta i zapewniałby kibicom maksimum emocji. Krąg kandydatów do zwycięstwa byłby dość szeroki, sprzyjał kolarzom jeżdżącym aktywnie, agresywnie. I choć pewnie takiego wyścigu nigdy nie zobaczymy, to wydaje się, że „Wielka Pętla 2017” jest krokiem w tę stronę. Ponadto trzeba przypomnieć, że ostatnim francuskim zwycięzcą francuskiego wyścigu był Bernard Hinault w 1985 roku. 32 lata temu! Gospodarze nie mają Froome’a, Quintany, Aru, Porte’a, mają za to wielu zdolnych, uniwersalnych zawodników. A my mamy Michała Kwiatkowskiego. Czy tylko Prudhomme kombinuje pod „Kwiato”? Oto jest pytanie!