17127094_1799050617084389_1234707384253808640_nMam podejrzenie, graniczące z pewnością, że niedługo ciekawostki statystyczne zastąpią komentatorów wydarzeń sportowych w telewizji. Sprytny komputer zastępuje już podobno dziennikarzy dawniej zwanych depeszowymi, czy jak mawia były mechanik polskiej kadry kolarskiej inżynier Jurek Brodawka – piszących, bo newsy szybciej, sprawniej, ale czy lepiej (?), napisze bezduszna maszyna. Nie jestem wrogiem statystyki. I owszem sam korzystam z ciekawostek pozyskiwanych tymi, czy innymi kanałami. Uważam jednak, że owe dane trzeba telewidzowi dozować w przystępny sposób, bo percepcja słuchacza jest ograniczona w kwestii liczb i matematyki. Na początku relacji z finału Ligi Mistrzów, i to nie ważne w której TV, zostałem zalany informacjami liczbowymi. Przykład? No więc, to siódmy finał, w którym Ronaldo wstał o godzinie 8.30 i na śniadanie zjadł twarożek z arbuzem, który przygotowywał mu kucharz o imieniu Feliks. Jeśli więc Ronaldo strzeli dwie bramki w finale w odstępie kwadransa, to będzie oznaczało, że etap wyścigu Criterium du Dauphine wygra kolarz o imieniu Thomas, bowiem już w 1973 roku po dwóch bramkach w finale Pucharu Europy strzelonych przez bezimiennego Portugalczyka, etap tegoż wyścigu padł łupem kolarza o tym imieniu. Może i co pokręciłem, a nawet na pewno, bo po prostu zapomniałem, jak słoń Trąbalski na przykład. Co ciekawe, gdy dane statystyczne błysną na ekranie w formie grafiki podczas relacji z piłki nożnej, tenisa czy kolarstwa, to znikają jeszcze szybciej niż się pojawiły. Czy w tym jest choć gram sensu? Nie jestem nigdy w stanie przeczytać – powiedzmy – liczby strzałów na bramkę, asów, czy prędkości na finiszu. Byłoby też miło, i w sumie fajnie, gdyby komentator mógł mieć czas przybliżyć owe słupki widzowi i powiedzieć, co z nich wynika. Dziś jakoś o  tym zgadaliśmy się z Karolem Stopą, tenisowym specjalistą Eurosportu. I okazuje się, że mamy podobne wrażenia i przemyślenia. Może obaj jesteśmy konserwatywni i niedzisiejsi, a może mamy rację? No nie wiem, trzeba byłoby jakoś to obliczyć statystycznie o podać w formie krótkiej migawki na ekranie kolorowego telewizora. Owa graficzno-statystyczna moda staje się ostatnio bardzo nachalna. Wynika to pewnie z faktu, że za realizację transmisji telewizyjnych biorą się ludzie nie znający się na sporcie. W kolarstwie widać to gołym okiem. Mimo postępu technologicznego relacją są coraz bardziej rwane, cięcia, przenoszenie się z zaskoczenia z jednej kamery na drugą, nie pociągnięcie obrazem całej czołówki itd. itp. Nie piszę tu o reklamach, bo to oczywiście inna, finansowa bajka. Tak wydaje mi się, że realizatorzy na siłę chcą utrudnić komentatorom prowadzenie relacji. A jeśli nam przeszkadzają, to przeszkadzają także telewidzom. Nieprawdaż?