Tom-Dumoulin-696x464Trwa wyścig Dookoła Włoch. Miejscowi nadal mają problemy z wygrywaniem etapów, co powoli staje się tradycją. Problemów nie ma za to (z wygrywaniem) Holender Tom Dumoulin. Przed trzecim i ostatnim tygodniem rywalizacji wszyscy spekulują, kiedy wysoki (185), ale dość lekki (poniżej 70 kg) zawodnik ulegnie presji „górali”. Wiadomo, że na etapach jazdy na czas człowiek z młyna (francuskie nazwisko), a raczej „Motyl z Maastricht” (z racji lekkości jazdy) jest mistrzem i na czas będzie na nadrabiał. I tak było na pierwszej winnej czasówce w Umbrii. Za kolarzami także już trzy górskie finisze. I ze wszystkich Tom wyszedł obronną ręką czy raczej nogą. Na Etnie nie dał się zgubić, na sławnym i morderczym Blockhausie w Abruzji był trzeci, a w sobotę na podjeździe pod sanktuarium Oropa w Piemoncie pokazał rywalom różowe plecy, tak jak niegdyś Marco Pantani. OK – mówi wielu – przed nami jeszcze trzeci tydzień Giro d’Italia. Bo tak jakoś jest, że Holender nie cieszy się powszechną sympatią. Może nie pasuje do schematu „górala”? Może sporo osób uważa, że powinien jednak zostać lekarzem, co planował, a nie kolarzem, choć się akurat rymuje. W tym trzecim tygodniu podjazdy są nieco inne. Dotychczas o wszystkim decydował ostatni podjazd. Teraz na kilku etapach będzie inaczej, bo przekroje przypominają literki „W” lub „M”. Tak jak na hiszpańskiej Vuelcie przed dwoma laty (pamiętacie, Rafał Majka na podium) istnieje przypuszczenie, że Dumoulin zostanie zamęczony, zwłaszcza że zespołu – w przeciwieństwie do rywali – nie ma najmocniejszego. Ba, ale nie zapominajmy, że na deser tegorocznego Giro będzie jeszcze jedna czasówka, a więc rywale-górale nie tylko muszą dogonić Holendra, ale przede wszystkim go znaczenie wyprzedzić. A ponieważ Tom jest, jako się już rzekło, motylem, co od razu przypominają się adekwatne bajki czy melodie opisujące potencjalne scenariusze. Irena Jarocka (słowa Andrzej Tylczyński) śpiewała bowiem: „Motylem jestem, na, na, na, na, motylem jestem. Pofrunę, gdzie nie byłam jeszcze. Zatrzymaj, bo nie wrócę więcej… Jak motyle, jak motyle, wzlećmy jeszcze choć na chwilę, w górę, aż pod niebo, tam, gdzie czeka nas słońca blask!” Pasuje? Inaczej tę sprawę widział nieco wcześniej biskup Ignacy Krasicki w bajce „Furman i motyl” (współcześnie byłoby kolarz i motyl): Ugrzązł wóz, ani ruszyć już się nie mógł w błocie; Ustał furman, ustały i konie w robocie. Motyl, który na wozie siedział wtenczas prawie, Sądząc, że był ciężarem w takowej przeprawie, Pomyśli! sobie: „Litość nie jest złym nałogiem”. Zleciał i rzekł do chłopa: „Jedźże z Panem Bogiem!”.

No i kto będzie miał rację? Tom Dumoulin pofrunie czy zleci z wozu, by nie przeszkadzać koniom, furmanom i „góralom”? Przekonamy się oczywiście za tydzień.