AFP_LK42MTrwa Giro d’Italia. Kolarze jadą dookoła Włoch, choć to raczej wzdłuż, No, ale i tak przejadą przez większość regionów, co nie wszystkim wyścigom „dookoła” się zdarza. Tour de Pologne zawita w tym roku tylko do trzech województw, ale to zupełnie inna bajka. Czesław Lang jeździ tam, gdzie wyścig chcą, a widocznie na północy nie ma melodii na kolarstwo. Pardon, mistrzostwa Polski odbędą się w Gdyni. Wrócimy jednak do Italii. Giro święci setną edycję wyścigu. Jest więc różowo i wesoło. Sportowo – średnio. Kandydaci do zwycięstwa na razie się szachują, tradycyjnie czekając na mityczny trzeci tydzień. Tak bywa, bo poziom się wyrównał i jeszcze w sobotę, po tygodniu ścigania się, dwudziesty zawodnik w klasyfikacji generalnej tracił półtorej minuty do lidera. Kunktatorstwo faworytów pozwala wygrywać etapy zawodnikom, którzy w swym dossier zapisują pierwszą wygraną w wielkim tourze. Za kilka lat nikt nie będzie pamiętał, że trochę z łaski. Swoje biorą tylko sprinterzy, bo nie ma wyjścia, więc im, i ich kolegom zależy. Nie wygrywają tylko Włosi. O właśnie. Tamtejsi kibice na wyścig nie mogą patrzeć przez różowe okulary. Z włoskim kolarstwem coraz gorzej, a jeszcze niedawno był to zdecydowanie kraj numer jeden na kolarskiej mapie. Wiele silnych grup, tysiące kolarzy, którzy z zapamiętaniem ścigali się przede wszystkim u siebie. I głownie u siebie wygrywali. Pamiętam jaką sensację wywołało przejście na przełomie 1990 i 1991 roku mistrza świata Maurizio Fondriesta do holenderskiej ekipy Panasonic. Wówczas potraktowano ów fakt niemal jak zdradę. Teraz hańby żadnej nie ma, bo we Włoszech brak ekipy z najwyższej półki, więc siłą rzeczy wszyscy najlepsi ścigają się dla obcych barw. I to nie wygrywają! Wyścig jeszcze trwa, ale już biegli w rachunkach wliczają ile to etapów zakończyło się bez włoskiego zwycięstwa. W tym roku pada rekord. W wyścigu jedzie ich najwięcej, ponad czterdziestu, ale to nie bardzo przekłada się na rezultaty. Jeśli Vincenzo Nibali nie wygra całego Giro, to z setnej edycji, mimo historii, tradycji i entuzjazmu, wyjdzie wielka klapa. Skąd bierze się ta słabość? Ponoć podobnie jak u nas, przepisy podatkowo-sponsoringowe są dość mętne i nie bardzo korzystne dla darczyńców. Nie ma pieniędzy, nie ma kolarzy, choć młodzież, juniorzy to oczywiście czołówka światowa. Na szczęście sponsorzy nie opuszczają wyścigów, więc Giro i wiele innych imprez z kalendarza UCI ma się dobrze, choć od czasu do czasu znikają z harmonogramu jakieś tradycyjne zawody. Trochę robi się więc przykro, że w stulecie jednego z najpiękniejszych wyścigów (jakie widoki!) o wielkich dniach włoskiego kolarstwa można przede wszystkim poczytać w okolicznościowych historycznych opracowaniach. Fausto Coppi, Gino Bartali… Come vivere? (jak żyć?) – chciałoby się zapytać.