CP73ry1WEAAC8WfJakie ważne wyścigi ma kolarz w sezonie do wygrania? Trudno powiedzieć, bo zależy to od specjalności. Tacy jak Quintana, Froome czy Nibali muszą zwyciężyć przynajmniej w jednym wielkim, trzytygodniowym tourze, a jeszcze po drodze triumfować przynajmniej na mecie jakiegoś górskiego etapu, by statystycy nie zanotowali, że wygrał bez etapowego zwycięstwa. Tych trzech i im podobni muszą jeszcze ogolić którąś z tygodniówek, by spełnić określenie „udany sezon”. Inna bajka to sprinterzy – Cavendish, Kittel, Greipel… Na nich czeka kilka zwycięstw etapowych na wielkich tourach plus jeszcze pomniejsze sukcesy, no i sezonie trzeba mieć z 15 triumfów. Specjaliści od czasówek powinni wygrać jak najwięcej „etapów prawdy” (też najlepiej na TDF, Giro czy Vuelcie) i jeszcze powalczyć o medal w mistrzostwach świata. No i wreszcie „klasykowcy”. Do tego grona zalicza się Michał Kwiatkowski. Zadanie na sezon? Dwa, trzy zwycięstwa w jednodniówkach z najwyżej półki i jeszcze dla okrasy kilka sukcesów przy okazji. Te wyścigi jednodniowe mają różny status.

Strade BianccheNajważniejsze są monumenty, czyli imprezy pomnikowe, z wielką historią, prestiżem, a i ze specyficznymi trudnościami. Mediolan – San Remo, Flandria, Paryż – Roubaix, Liege – Bastogne – Liege i Lombardia. W sobotę Michał już sobie pomnik postawił. Najdłuższy klasyk, wiosenne mistrzostwa świata padły jego łupem. Mamy marzec, środek marca, a Michał Kwiatkowski, wygrywając szutrowy Strade Bianche i sobotni Mediolan – San Remo, spełnia już ten warunek. Kolarze mają ładne określenie, że coś jest zaliczone, że zawodnik z czegoś jest rozliczony. No i „Kwiato”, według owej nomenklatury, ma już rok 2017 z głowy i nikt nie powinien mieć pretensji o więcej. W środku marca mógłby więc, teoretycznie, powiesić rower na haku i czekać na norweskie, wrześniowe mistrzostwa świata. Tak oczywiście się nie stanie, bo przed Michałem kolejne wyzwania z naciskiem na ardeński tydzień (druga połowa kwietnia, czyli Amstel, Fleche Wallonne i Liege). Co ciekawe tu rozchodzą się jego drogi z Peterem Saganem (ten jedzie Flandrię i Roubaix), z którym – jak nikt inny – Polak potrafi wygrywać. Podczas trzech wielkich triumfów Michała, to właśnie Piotruś z Żyliny oglądał jego plecy. Kwiatkowski twierdzi, że ma na Słowaka patent. Po prostu nie boi się walki na finiszu. Tę umiejętność posiadł jeszcze w czasach juniorskich, gdy walczyli razem na rozmaitych wyścigach.

tjYktkqTURBXy8xNTlhMDA2NDMzMDQxNGNkZTZhNGQyNzdiNTRkNTkzNC5qcGVnk5UDAFjNC8zNBqKTBc0DFM0BvJUH2TIvcHVsc2Ntcy9NREFfLzE0MGIxY2ZlN2YwYWM1MmVkYzAxMGQ3MDk3OGU4NGJlLnBuZwDCAAÓw fortel, à la pan Zagłoba, zastosował na Via Roma w San Remo. „Kwiato” tuż przed finałowym spurtem nieco zwolnił, został dwa-trzy metry za Słowakiem, co poskutkowało przedwczesnym finiszem rywala. Dwaj mistrzowie świata wymienili uprzejmości, choć Sagan wspominał coś o piwach, które jakoby Polak jest mu winien. Najbliższą okazją ku temu będzie pewnie Tour de France, ale kto we Francji pije piwo?