Fot. mamanamacie.com

Fot. mamanamacie.com

Zima jeszcze trwa, no może nie za oknem ale na ekranach telewizorów jak najbardziej. Tu i ówdzie rozdają kryształowe kule, które pewnie przydadzą się do ozdobienia półek z trofeami. Biathloniści walczyli o pucharowe wazony w Kontiolahti, tam gdzie dwa lata temu Weronika Nowakowska zdobyła dwa medale mistrzostw świata. Właśnie Weronika po rocznej przerwie wróciła na trasę, tak akurat pod koniec zimy, by pościgać się i postrzelać z dawno nie widzianym towarzystwem. Powrót jak najbardziej udany, choć na razie nie na zawody Pucharu Świata, a do estońskiej Otepää, gdzie rozgrywany był Puchar IBU, czyli impreza „o oczko niżej”. Rok temu, po mistrzostwach w Oslo, Weronika ogłosiła, że jest w ciąży i zawiesza karierę biathlonistki. Później urodziły się bliźniaki. KK. Kuba i Kacper. W biathlonie, jak sama nazwa dyscypliny wskazuje (dwubój), o bliźnięta nietrudno, bowiem spokojnie naliczyć można kilka tego typu duetów, ot choćby siostry Semerenko z Ukrainy. W biathlonie też mamy wracają na trasy, często zabierając dzieci na pucharową karuzelę. Marie Dorin-Habert, Anastazja Kuzmina, Daria Domraczewa… przykładów jest wiele. Weronika Nowakowska poszła więc utartą drogą, choć były wątpliwości, bo przecież dzieciaki są dwa, zwane przez naszą medalistkę pieszczotliwie „Groszkami”.

A mama? Nie tylko już trenuje, biega, strzela i komentuje, ale pisze… „Mama na Macie” to piękny blog. Nie o sporcie, ale o życiu. Polecam. Oto fragmenty jednego z ostatnich uroczych i mądrych wpisów: „Mam lekko krzaczaste brwi, słabo ogolone nogi i podkrążone oczy. Moje byle jak obcięte paznokcie u rąk i resztki lakieru z listopada na paznokciach u stóp sprawiają, że przymiotniki takie jak ,”sexy” czy ,,zadbana“ raczej nie będą się ze mną kojarzyć. Moja odzież jest zalepiona warzywnymi papkami a ramiona permanentnie pokryte śliną…  Generalnie nie przygotowuję zbilansowanych posiłków dla moich dzieci ani nie wychodzę z nimi na spacery – robi to moja mama lub rodzice Szymona, ja w tym czasie trenuję. Spóźniam się niemal zawsze i wszędzie. Zapominam o urodzinach znajomych, zrobieniu zakupów, zapłaceniu rachunków… Często mamy prawie pustą lodówkę, siadamy wtedy przy stole, robimy grzanki z i tak już sztywnego chleba, wlewamy mineralną do kieliszków od wina i celebrujemy małe zwycięstwa dnia codziennego. To nic, że ogórek czy dżem na sztywnym chlebie, wszystko jest kwestią podejścia. W końcu przy odrobinie wyobraźni i małej zagryzce można się upić… W życiu są rzeczy ważne i ważniejsze! Ja Wam tę prawdę obwieszczam – upita mineralną, zmęczeniem i miłością matka.”

Piękne przesłanie. Za rok igrzyska olimpijskie i przed mamą bliźniaków cały rok ciężkiej pracy. W Estonii, po rocznej przerwie, starty wypadły bardzo obiecująco. Tymczasem kadra biathlonowa jest w rozsypce i bardzo potrzebne jest tej dyscyplinie nie tylko wzmożenie sportowe, ale i psychiczne. Świadoma matka z karabinem? Jestem za!