Fot. Yuzuru Sunada

Fot. Yuzuru Sunada

Ponieważ mój skromny felieton ma numer 300, więc w piękny sobotni dzień postanowiłem sobie wybrać jubileuszowego bohatera dnia. Sportowego, więc moja kandydatura zrazu odpadła, bo nie popieram wszelkich form nepotyzmu, a i – szczerze mówiąc – sportowiec ze mnie cokolwiek emerytowany. Odpadł też Jacek Saryusz-Wolski mocno lansowany w mediach, bowiem sam fakt, że po kilkunastu latach przejrzał na oczy jest faktem politycznym, no może medycznym, ale na pewno nie mieści się w kategoriach sportu, nawet tego masowego. Od rana nastawiłem się na biathlon, poniekąd służbowo, bo do skomentowania miałem dwa biegi z dalekiej Korei. Z nastawienia nic nie wyszło, bowiem nasi spisali się słabo, zajmując honorowo ostatnie miejsca. Trudno. Dzień rozpoczął się szaro, choć na dworze (w Warszawie) i na polu (w Krakowie) świeciło wiosenne słońce. No około południa mój pomysł zyskał niebiańską poświatę. Najpierw Katarzyny Niewiadoma finiszowała druga w Sienie. Dlaczego druga? Bo nie wiadomo dlaczego czekała na ostatnie metry. Inaczej do sprawy podszedł Michał Kwiatkowski, też oczywiście w Toskanii. On nie czekał, tylko umknął na białych drogach rywalom 15 kilometrów przed metą. Na sławny Piazza del Campo, plac o kształcie muszli znany z wyścigów konnych, wjechał przed rywalami, ale niestety po pierwszym gwizdku w meczu Bundesligi Borussii (czemu nikt nigdy nie powie, że to łacińska nazwa Prus?) Dortmund z Bayerem Leverkusen. Powaliło mnie nie tyle zwycięstwo Michała (dołączę bowiem do grona osób, które zawsze w niego wierzyły), co komentarze kibiców piłkarskich. Wiedziałem niby, że nie są to orły intelektu, ale głupio – przyznam – sądziłem, że cokolwiek znają się na sporcie, a nie tylko na kopanej, o ile w ogóle się na czymś znają… Wymienię dla przykładu dwa nazwiska, bo to moi kandydaci na bohaterów dnia (pisownia oryginalna). Damian Weber: Jak pokazujecie Bayern, to sobie kolarstwo pokazujcie….. jakas kpina, goscia na rowerze przez 5 km mamy ogladac? Łukasz Snochowski: Dziękuję za możliwość zobaczenia pierwszej bramki Dortmundu, a nie przepraszam, tylko sobie jeździł kolarz J Piękne, nieprawdaż? Jeździł sobie kolarz! OK. Dalej do grona bohaterów już stricte sportowych dołączyli skoczkowie. Tak sobie skakali dość daleko, nie biorąc jednak pod uwagę, że na innych programach TV także są rozgrywane inne mecze piłkarskie i co jakiś czas ktoś (choć na sto procent nie Grzegorz Krychowiak) strzela bramkę. Hehehe – zaśmiał się Piotr Żyła. Piłkarskim kibicom humor poprawił na pewno Lewandowski. Wprawdzie bramki w Kolonii nie strzelił, a za to został najlepszym milerem w Belgradzie. Wprawdzie nie Robert a Marcin, ale pewnie Damianowi i Łukaszowi wszystko jedno. No i jeszcze Konrad Bukowiecki. Ten by się przydał. Jakby się zamachnął, to by moim „sympatykom” sportu zrobił z głowy pomidor albo kiełbasę. Dobranoc, a bohatera dnia proszę wybrać samemu…