z21392382V,Laura-DahlmeierCiężkie jest życie sportowca. Truizm? Może i tak. Jednak taki Martin Fourcade przyjechał na biathlonowe mistrzostwa świata w Hochfilzen w roli dominatora, który wygrywał znaczną większość pucharowych zawodów przed mistrzostwami. Nic więc z góry skazany był na komplet złotych, przynajmniej indywidualnych medali. A tu figa. Złoto było jedne, więc siłą rzeczy Francuza można ustawiać w roli przegranego, choć krążków naliczył trzy, a gdy dodać sztafety to pięć. Piękny dorobek, choć w roli króla polowania zastąpiła go udanie Laura Dahlmeier, kudłata piłeczka z pobliskiego Ga-Pa. Niemka zanotowała wynik pięć złotych i jeden srebrny, co znacznie przewyższyło wcześniejsze oczekiwania. Wiadomo, że mistrzostwa są znacznie ważniejsze niż pucharowe przewagi, co także dedukuję naszym skoczkom. Nie ma bowiem nic gorszego niż wcześniejsze dmuchanie balonów przez sprawozdawców, a za ich pośrednictwem kibiców. Bycie gwiazdą, wielokrotnym medalistą niesie za sobą także miłe, ale i kłopotliwe obowiązki. Francuscy dziennikarze obliczyli, że Fourcade odpoczywał podczas tych mistrzostw 15 godzin mniej niż większość rywali. Tyle czasu zabrały mu dekoracje, badania, wywiady, konferencje. Cóż, jak mawia redaktor Krzysztof Wyrzykowski – mój sport, moje życie, i trudno się z tym zdaniem nie zgodzić.

Mike-Dixon-OlympianRekordy sportowe mogą być jednak zgoła inne i nie tylko ograniczać się do medali. Biathlonowy komentator brytyjskiego Eurosportu, Mike Dixon może się pochwalić osiągnięciem niebywałym. Otóż jest rekordzistą jeśli chodzi o liczbę startów w zimowych igrzyskach z grona brytyjskich sportowców. Startował sześć razy i choć wyniki miał dość marne (góra trzecia „10”) to ma powód do meldowania się w panteonie statystycznych herosów.  Z naszych Tomek Sikora był na pięciu igrzyskach, ale przynajmniej przywiózł jeden medal, z Turynu. Z Mikem jeździliśmy codziennie z hotelu na zawody, więc jego karierę poznałem dość dokładnie. Z ciekawostek kolega „Brexit” (tak ich nazywaliśmy dla śmiechu) mieszka niedaleko sławnego jeziora Loch Ness i jego ojciec zajmowałem się tropieniem sławnego potwora. Syn Mike’a, Scott z kolei, idąc w ślady taty chce koniecznie zostać dobrym biathlonistą. Przeniósł się więc do Norwegii, w okolice Lillenhammer i trenuje zawzięcie z Norwegami. Na razie walczy jak równy z równym z naszymi zawodnikami, którzy – nie czarujmy – do światowej czołówki nie należą. Jeśli chodzi o Polskę, to Szkota najbardziej zainteresowało, czy Przewalski (ten geograf od konia) był Polakiem. Wyjaśniłem więc grzecznie, że raczej Kozakiem czy Rosjaninem i w dodatku domniemanym ojcem Józefa Stalina, co bardzo zasmuciło rozmówcę. Z uznaniem za to przyjął wiadomość, że najwyższy szczyt w Polsce ma 2499 metrów nad poziom morza i fakt, że Łukasz Szczurek wygrywał kiedyś z Dominikiem Landertingerem. No tak, mój sport, moje życie…