hochfilzen-fansCzy każdy sport ma swój… zapach? Coś w tym jest. Ot na przykład kibice żużla nie byliby pewnie w stanie wyobrazić sobie zawodów bez charakterystycznego aromatu metanolu, choć mądrzy mówią, że spalanie metanolu jest bezwonne, a owa słynna woń pochodzi od oleju. Nie oto chodzi, bowiem dziś, w niedzielę, podczas mistrzostw świata w biathlonie w tyrolskiej miejscowości Hochfilzen doszedłem do odkrywczego wniosku, że biathlon pachnie… kiełbasą, grillem, czyli w ogóle pieczystym. Kibice biathlonowi to gawiedź specyficzna. Przyjeżdżają z różnych stron świata i bardzo chcą zaakcentować swoją obecność. Są oczywiście flagi, plakaty, czapeczki, napisy, fankluby, malunki na twarzach, ale ponieważ rzecz dzieje się na dworze, w dodatku – jak wiadomo – w zimie, to dużą rolę odgrywają stroje. Najprostsze rozwiązanie mają Czesi, którzy zakładają na kurtki stroje hokejowe, bo trzeba wiedzieć, że u naszych południowych sąsiadów popularność Soukalovej-Koukalovej i spółki goni tych od krążka i Czechów coraz więcej melduje się na tego typu zawodach. Prym wiodą jednak dalej Niemcy, bo to olbrzymia tradycja, a ponadto większość ważnych zawodów organizowana jest w miejscach, gdzie kibice Dahlmeier i Schempa mają po prostu blisko. To właśnie Niemcy, co ciekawe większość w średnim wieku, robią najgłośniejszy hałas „jeeeeeeeeeeeeeee” po udanym strzale swego idola i smutne „uuuuuuuuuuu” po pudle. Są też wszechobecni Rosjanie, jak zwykle hałaśliwi, ale też poprzebieranie za Dziadka Mroza czy Królową Śniegu. Coraz więcej (efekt Fourcada) Francuzów, no i rzecz jasna gospodarzy, którzy jednak bardziej interesują się tym, co dzieje się w St. Moritz niż w Hochfilzen, bo w alpejskich mistrzostwach przynajmniej mają medale. W niedzielę, pomiędzy zawodami pań i panów (cztery godziny przerwy) popatrzyłem sobie na te przemieszczające się tłumy (około 10 tysięcy). Polaków nie uświadczyłem. Zastępczo za nasze flagi można uznać barwy Tyrolu czy Turyngii, gdyby tylko wyciąć, jak przed laty w Rumunii, znaczki ze środka. U nas jednak królują skoki, siatkówka i piłka zręczna. Biathlon jeszcze się nie przebił, tak jak Łukasz Szczurek do czołówki. W czasie owej przerwy zauważyłem kolejki. Najdłuższa do damskiej toalety. Z nudów naliczyłem 58 pań, średnia oczekiwania około 20 minut. Pewnie więc trzeba wiedzieć wcześniej, by pójść za potrzebą. A może po prostu nie pić? Jak tu nie pić, jak druga wielgachna koleja stoi po piwo. Stoją oczywiście panowie. I tego nie rozumiem. Panowie piją, a panie sikają? Jakiś paradoks. No a wszędzie pachnie wurstem. Barów z kiełbaskami czy karkówką co niemiara. Widać, że w Austrii wojska radzieckie stały dość krótko po wojnie, bo ludzie karnie czekają na swój posiłek kilkadziesiąt minut, czyli kolejki im nie przeszkadzają. Tak, biathlonowe towarzystwo jest bardzo barwne, no i pachnące kielbasą.