70142_v1No może nie górale i ciupagami – jak w tradycyjnej przyśpiewce, ale za górami i za lasami, bo w Dubaju pobiło się dwóch kolarzy. To znaczy lider Marcel Kittel przepychał się do przodu, choć do mety brakowało sporo kilometrów, ale wiało, więc jak powszechnie wiadomo, wówczas być lepiej na czele peletonu. Kittel przepychał się przez „pociąg” zawodników Astany i niezbyt zwracał uwagę na jadących zawodników. Popchnął jednego z nich, Dmitrija Gruzdiewa, co nie bardzo spodobało się bardziej doświadczonemu koledze, Andrijowi Griwce. Krewki Ukrainiec potraktował Niemca sierpowym i rozciął mu łuk brwiowy. No o w ten oto sposób mamy pierwszą aferę tegorocznego sezonu kolarskiego, który – notabene – dopiero się rozpoczął. Kamery zdarzenia nie zarejestrowały, ale sprawa wyszła na jaw i Griwko został wykluczony z wyścigu. Oczywiście takie zdarzenia, to nie nowość w kolarskim peletonie. Kto ze starszych kibiców nie słyszał opowieści o pompce Stanisława Królaka? To oczywiście legenda, sam Królak prostował ową opowieść tysiące razy, ale w świadomości kibiców fakt, że można (a nawet trzeba?) Rosjanina potraktować pompką w bramie stadionu był nie do podważenia. Zresztą rozmaitych historii tego typu związanych z Wyścigiem Pokoju było więcej. Nie jeden kolarz lądował w rowie. Tadeusz Mytnik słusznie zauważył, że w tamtych latach był to nie tyle wyścig pokoju, a wyścig wojny. W pamięci zostają zwykle najbardziej widowiskowe wydarzenia, a więc te, które pokazała telewizja. Ot, choćby fakt, że w ustach Stanisława Szozdy waleczny radziecki kolarz Walerij Lichaczow został bandytą. Właśnie na ekranach TV chyba „najpiękniejszy” kolarski pojedynek na pięści stoczyli pomiędzy sobą Wenezuelczyk Leonardo Sierra z Hiszpanem Ramonem Arrietą podczas Vuelty w 1995 roku. Rowery zostały na szosie a dwaj zawodnicy okładali się dość nieporadnie jak nastolatkowie na podwórku. Wystarczy wejść do Internetu, żeby zobaczyć jak wygląda boks w wykonaniu cyklistów. Dość zabawnie, szczerze mówiąc. Zresztą przebojem tego typu rozrywki jest filmik z zawodów młodzieżowych, kiedy ojciec (lub kibic?) poturbowanego zawodnika zrzucił winowajcę prosto z mostu do rzeki. Osobną kategorię rywalizacji ramieniem w ramię, głową w głowę, czy barkiem w bark stanowią finiszowe rozgrywki sprinterów. No, ale w tym wypadku takie zachowanie, choć niebezpieczne, jest bardziej zrozumiałe. Można też rzucać bananami (kiedyś) czy bidonami, jak sławny Mario Cipollini w samochód sędziowski. Są też starcia z kibicami na górskich odcinkach wielkich wyścigów. Christopher Froome miał taką przygodę z kolumbijskim fanem podczas ostatniego Tour de France, a Alberto Contador potraktował pięścią „kibica-lekarza” na podjeździe pod Alp d’Huez z 2011 roku. Boks był, jest i budiet – powiedział kiedyś z mównicy pijany prezes federacji bokserskiej Nikołaj Nikiforow-Dienisow. W wykonaniu kolarzy także.