Rafał Majka / Polska Agencja Prasowa / Adam Warawa

Rafał Majka / Polska Agencja Prasowa / Adam Warawa

Siedzą grube ryby w szwajcarskim Aigle, gdzie znajduje się siedziba Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI), i od lat zastanawiają się jak uatrakcyjnić wyścigi kolarskie. Wymyślają różne niestworzone rzeczy, ot choćby ostatnio, kiedy do pakietu najważniejszych imprez kolarskich dodali kilkanaście egzotycznych, ale mocno finansowych zawodów. A patent jest prosty jak konstrukcja cepa. Zabrać dyrektorom łączność radiową i zmniejszyć liczebność ekip na wyścigach, a każda trasa, czy to górzysta, czy pagórkowata się obroni. Pokazały to dobitnie sobotnie zmagania kolarzy na olimpijskich rundach wokół Rio de Janeiro. Tak dramatycznego, fantastycznego, ciekawego, interesującego, fascynującego, atrakcyjnego, zajmującego (wszystko jest potrzebne, nie skreślać!) wyścigu nigdy nie oglądałem w długim życiu komentatora kolarskiego. Ba, dodatkowo tego wyścigu nie komentowałem, więc w miłym towarzystwie, olimpijczyka z Atlanty Darka Baranowskiego, mogłem się delektować jazdą biało-czerwonych z Rafałem Majką na czele.

Oczywiście Majka, a wcześniej Michał Kwiatkowski dodali do tej brazylijskiej potrawy tyle pieprzu, ile potrzeba. W sam raz. Czy państwo zwrócili uwagę, że w pewnym momencie, już na zjazdach Vista Chinesa, mieliśmy piękny widok (nie tyle chiński, co hiszpański)? Otóż Joaquim Rodriguez pokazywał kolarzom z goniącej Rafała grupki ile zawodników jedzie z przodu. Stary kataloński lis zauważył pewnie, że na zjazdach z trasy wypadli Vincenzo Nibali i Sergio Henao, a na szosie szczęśliwie został Polak. Jeden wyciągnięty palec zastąpił bełkot nadajników radiowych. „Jest jeszcze jeden! Gonimy!” – informował obrazowo „Purito”. Rodriquez kończy karierę, więc pamięta jeszcze ciszę w eterze. Młodsi zawodnicy mają raczej uszy a nie oczy dookoła głowy. W dawnych czasach takie historie były codziennością. Stanisław Królak ponoć nie wiedział w 1956 roku, że Włoch Aurello Cestari został prześcignięty. Lech Piasecki w 1985 roku też nie był pewien czy jest mistrzem świata. I to było piękne! Od lat z Krzysztofem Wyrzykowskim gardłujemy w sprawie nadajników. „Zabrać im radia”. To byłoby dobre hasło wyborcze. Szkoda tylko, że nigdzie nie kandydujemy, by dać dobrą zmianę w zaśniedziałych strukturach UCI. A Majka? Cóż, Rafał jeszcze raz popisał się niesamowitym instynktem kolarskim. Może też dlatego, że trener Zbigniew Klęk bardziej dbał o naukę jazdy, a nie o nowinki elektroniczne? Oczy dookoła głowy! Pisałem już, że Majka jest bardzo skutecznym zawodnikiem, a takich jest mało w peletonie. Niósł go też duch zespołu (czy „team spirit” nie brzmi lepiej?) i zaniósł go po medal. Atmosfery w kolarskim zespole zazdroszczą wszyscy, nawet mistrz biathlonowy Tomasz Sikora. Łączności radiowej kolarzom nie zazdrościmy. Chyba wszyscy wolimy ów „palec Purito”.