Drogi Krzysiu! No to Lance wpadł. Na całego. Przyznaję Ci wszem i wobec, że byłeś jednym z pierwszych, którzy wdzieli w nim sportowego oszusta. W związku z tym przyznaję Ci tytuł dziennikarza śledczego, cokolwiek to znaczy. Jesteś lepszy niż agent Jeff Novitzky i prawie tak dobry jak Travis Tygart. Gdyby to ode mnie zależało, to powierzył bym Ci śledztwo w sprawie Juhy Mietto, o którym też ktoś coś ostatnio powiedział, że słyszał w saunie, że wielki brodacz z Finlandii brał sterydy czy inne świństwa. W każdym razie mnie dowody, o których ostatnio jest tak głośno, przeciwko Bossowi przekonały. Stosując więc swoją zasadę, że za „dopingowicza” uważam zawodnika, któremu udowodniono doping, Armstrong znalazł się na mojej czarnej liście, którą żartobliwie podczas Tour de France określamy mianem „tych kolarzy nie lubimy”. Co ciekawe, jak sięgam pamięcią, nikt mnie nigdy nie zapytał: czy pana zdaniem Armstrong podczas swojej kariery stosował zabronione środki dopingujące? Bo wówczas moja odpowiedź byłaby twierdząca. Podobnie jak ta, że w tych latach brali prawie wszyscy czołowi kolarze.

Armstrong wpadł głupio. Nie na kontroli dopingowej, a na fakcie, że brał pieniądze z US Postal, bo poczta amerykańska przez ładnych kilka lat była sponsorem jego teamu. Czyli wiadomo, środki amerykańskich podatników przeznaczane były na niecne cele, a tam się z tym nie patyczkują. Stąd nagła samokrytyka jedenastu kolegów i przyjaciół (byłych i obecnych) Armstronga, którzy wszędzie mogą gadać co chcą, ale już amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości wolą unikać i nagle odzyskali pamięć, pamięć zbiorową dodajmy. Ich samokrytyka jest śmieszna i nam, w kraju kiedyś komunistycznym, kojarzy się z oświadczeniami byłych partyjnych bonzów. Schemat wypowiedzi Hincapiego, Leipheimera czy Zabriskiego i innych jest niemal identyczny, co od razu budzi podejrzenia

a. akceptuje sankcje
b. nie zdawał sobie sprawy jakie to zło
c. jego wyznanie ma pomóc młodzieży
d. musiał dotrzymać kroku innym
e. żałuje, że brał
f. zawiódł kibiców i przeprasza
g. od 2006 jeździ już czysto

Jednocześnie Amerykanie, mający oczywiście manię wielkości, określają tę aferę jako największy zorganizowany proceder dopingowy w historii sportu, tymczasem moim skromnym zdaniem Armstrong i spółka nie są nawet godni czyścić butów setkom sportowców z NRD, gdzie doping był zorganizowany przez państwo. To tak na marginesie.

Co grozi Armstrongowi? Pewnie mu oficjalnie odbiorą zwycięstwa w Tour de France, choć takie skreślania nie mają sensu. Dla statystyków, kibiców i komentatorów, bo już zainteresowani kasą mają o co walczyć. Czytam w depeszy Polskiej Agencji Prasowej, że dotkliwe mogą być finansowe konsekwencje dyskwalifikacji siedmiokrotnego triumfatora Wielkiej Pętli. Decyzje jeszcze nie zapadły, ale Francuska Federacja Kolarska zapowiedziała już w końcu sierpnia, że będzie domagać się zwrotu nagród wypłaconych Armstrongowi podczas Tour de France i innych imprez w tym kraju, których łączna suma wynosi 2,95 miliona euro. O zwrot jeszcze wyższej sumy – 7,5 miliona dolarów – występować będzie zapewne amerykańska firma SCA Promotion, w której Armstrong „obstawiał” swoje zwycięstwa w Tour de France. Po pierwszych doniesieniach o ewentualnym dopingu Amerykanina SCA zawiesiło wypłatę wygranego zakładu. Armstrong wystąpił jednak do sądu, który po długotrwałym procesie uznał w 2006 roku jego argumenty i w efekcie kolarzowi wypłacono łącznie 7,5 miliona dolarów. Zarządzający SCA Promotion Bob Hamman oświadczył, że jeśli oskarżenia potwierdzone zostaną na drodze sądowej, podejmie starania o odzyskanie tej kwoty.

Amerykaninowi grozi też więzienna cela, bowiem (dalej cytuję za PAP) opublikowanie raportu USADA, zawierającego dowody winy Armstronga i zeznania innych kolarzy, przyznających się do dopingu, spowodować może wznowienie śledztwa przez FBI. A to grozi bardzo poważnymi konsekwencjami – jeśli wymiar sprawiedliwości udowodni winę Armstronga, który podczas zeznań pod przysięgą oświadczył przed trybunałem federalnym, że nigdy nie stosował dopingu, kolarzowi grozi kara za składanie fałszywych zeznań. Jej wymiar jest dotkliwy – do 30 lat więzienia i 1,5 miliona dolarów grzywny.

Martwi mnie także fakt, że o kolarstwie jest znów głośno w kontekście niezbyt przyjemnym. Jeśli w TVP słyszę wypowiedź inteligentnego przecież Mirka Żukowskiego z „Rzeczpospolitej” o tym, że kolarstwo teraz trzeba zlikwidować, i choć mam 100 procentową pewność, że jego wypowiedź została wyrwana z kontekstu, to jednak taka informacja poszła w świat. Czy dotarła do Tomasza Marczyńskiego i Rafała Majki, którzy dziś udanie wspinali się na chiński Wielkim Mur? Nie wiem, ale wiem że w stosunku do nich, to jest wypowiedź głęboko krzywdząca. I o ile nie mylę, to Andre Agassi też przyznał się do stosowania zabronionego dopingu i jakoś Mirek ulubionego tenisa nie skreśla z listy dyscyplin sportowych.

Sam Armstrong, po tych rewelacjach, napisał na twitterze, że spędza spokojny wieczór z rodziną…
Oby nie jeden z ostatnich..

Do usłyszenia, Tomek